Stukała delikatnie palcami o gładki blat kuchennego stołu. Żadne niepotrzebne myśli jak na złość nie zaśmiecały jej teraz głowy. Zawsze kiedy trzeba, to nigdy ich nie ma. A tak bardzo pragnęła, by chociaż na chwil kilka odwróciły jej uwagę od tego całego zamieszania. Od tej całej sytuacji, która miała miejsce w rzeczywistym życiu.
Wpatrywała się tępo w pusty talerz, na dnie którego wygrawerowane były imiona. Jej i jego. Nie ich.
- Bo nie ma już nas. Jesteś Ty i ja. - jak echo odbijało się od ścian kuchni. Nie potrafiła tego znieść, mimo iż bardzo się starała. Walczyła z cierpieniem, ale kiedy zorientowała się, że nie da rady - odpuściła. Zrozumiała, że musi to przeczekać, w końcu samo zniknie. Poza tym taki stan jest nieodłącznym elementem "miłości". I nie ważne, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną. Cierpisz, ale mimo to wmawiasz sobie, że jest bardzo dobrze i tego się trzymasz. Cierpisz, ale robisz dobrą minę do złej gry. Po czasie twierdzisz, że już się wyleczyłaś, a tak naprawdę przyzwyczaiłaś się i po prostu go nie czujesz. Stał się on częścią ciebie. Gorsze przychodzi później. Gdy po raz drugi się rozczarujesz, ból nasila się. Jest mocniejszy i groźniejszy. Ale z czasem i do tego się przyzwyczaisz. Sądzę iż za piątym razem, lepiej zniesiesz rozstanie...
to też mi skopiujesz? >.<
by me! don't copy!










